Odczuł przez ubranie lekki chłód późnej jesieni. Rozejrzał się wokół i zobaczył nagie sękate gałęzie, które wiły się i gięły na tle szarawego nieba. Inni studenci, śpieszący się na wykłady, przechodzili blisko niego; słyszał gwar ich rozmów i stukot obcasów o kamienny chodnik; widział ich zziębnięte twarze, które pochylali, żeby się osłonić przed lekkim wietrzykiem. Patrzył na nich z ciekawością, jakby pierwszy raz ich widział, i czuł wielkie oddalenie, a zarazem wielką bliskość. Chwycił się tego uczucia i schował je w sobie, biegnąc na kolejny przedmiot, i pałał nim dalej na wykładzie z gleboznawstwa, gdzie pan profesor monotonnie klepał wiadomości do zanotowania i mozolnego wykucia na pamięć, co tym razem Stonerowi wydało się dziwne.
W drugim semestrze swojego drugiego roku William Stoner porzucił kursy kierunkowe i przerwał studia rolnicze; zapisał się na zajęcia ze wstępu do filozofii, na historię starożytną i na dwa wykłady w Instytucie Anglistyki. Latem ponownie wrócił do rodziców, by pomóc ojcu na roli, a o studiach nic nie mówił.