Albo ktoś zrobił to za nią, dodał w duchu komisarz.
– Nie wyciągniesz nic więcej z danych? Może jakieś inne telefony, które od schroniska logowały się w tej samej okolicy w tym samym czasie?
– Niewykonalne. Normalnie sygnał daje pojęcie o obszarze, ale nie o konkretnym miejscu. I tak mieliśmy sporo szczęścia.
Wiktor wyrzucił papierosa i go zadeptał. Powinien chować pety do jakiegoś worka i znieść ze sobą do najbliższego kosza, ale dziś właściwie przejmował się tylko jednym: odnalezieniem Hanny Broniewskiej.
– Dobra, dzięki – rzucił, a potem się rozłączył.
Ledwo to zrobił, znów rozległ się dzwonek. Najwyraźniej technik nie był jedyną osobą, która próbowała skontaktować się z nim w tym konkretnym momencie.
Nie rozpoznał numeru, mimo to szybko odebrał.
– Tak? – spytał.
– Chyba coś mamy, panie komisarzu.
Rozpoznał głos ratowniczki TOPR-u, której nazwiska nie pamiętał. Bez trudu jednak przywołał fakt, że ma na imię Luiza.
– Co konkretnie? – zapytał.
– Jestem na Siwym Zworniku i znalazłam tutaj gościa, który twierdzi, że widział wczoraj tę turystkę.