Zrozumiałem, że wszystko, czego dowiedziałem się dzięki materiałom Kasandry, było prawdziwą historią mojej narzeczonej. Tyle że opowiadaną nie przez Ewę, ale przez kogoś innego.
– Możesz mi to wytłumaczyć? – odezwałem się, wymierzając palcem w telewizor.
Kasandra niepewnie skinęła głową.
– Większości z pewnością sam się domyślasz – odparła.
– W tej chwili mam w głowie taki mętlik, że nie. Raczej nie. A nawet jeśli, chcę to usłyszeć od ciebie.
Sprawiała wrażenie, jakby sama czuła, że jest mi to winna. Jeśli jednak czegokolwiek nauczyłem się po naszym spotkaniu rok temu, to wyłącznie tego, by nie ufać Kasandrze Reimann pod żadnym pozorem.
Wcisnęła „stop” i obraz znikł ze starego telewizora.
– Myślałeś, że skąd czerpałam wiedzę o waszym życiu? – zapytała.
Nie odpowiadałem.
– Musiałeś zastanawiać się, skąd wiedziałam o tym, że mówiła do ciebie „Tygrysie”, o wypadach na koncerty, upodobaniach, dzieciństwie i…
– Założyłem, że wykorzystałaś RI – uciąłem. – W końcu miałaś pod ręką wszystkie zasoby biura detektywistycznego. A w szczególności mogłaś liczyć na jednego pracownika, który zrobiłby dla ciebie wszystko.
Tryb warunkowy był niepotrzebny. Glazur w istocie zrobił dla niej wszystko.