Nieodgadniona
Remigiusz Mróz — Literatura

Na dźwięk tego określenia Wern drgnął nerwowo. W jego oczach pojawiła się furia, którą znałam aż za dobrze. Widywałam ją niemal co noc, tuż przed tym, jak Robert zaczynał mnie bić.

Ścisnęłam mocniej pistolet. Byłam bezpieczna, kontrolowałam sytuację. Musiałam tylko zachować spokój.

– Albo powiesz mi, gdzie on jest, albo…

– W porządku.

Beznamiętny, chłodny głos podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody.

– Jest w bezpiecznym miejscu – dodał Damian.

A więc się nie myliłam. To on porwał moje dziecko.

– Ty skurwysynu… – jęknęłam.

– Nie mam zamiaru go krzywdzić. Nic mu się nie stanie, o ile zrobisz wszystko, co powiem.

Zwalczyłam w sobie potrzebę pociągnięcia za spust. Damian nie był w ciemię bity, musiał odpowiednio zabezpieczyć się na taki wypadek. Może zresztą spodziewał się, że zjawię się u niego prędzej czy później. Może właśnie na to liczył.

Ale nawet gdybym miała pewność, że strzelając, nie sprowadzę nieszczęścia na mojego syna, czy byłabym w stanie to zrobić? Zabić człowieka, który mnie uratował? I za którym tak bardzo tęskniłam?