Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

– Borys, cycu kochany! Pierwszy strzelam karne! – Aleks rzucił się biegiem w jego kierunku.

Młody Warot roześmiał się skrzekliwie na widok pędzącego po trawie wujka w sandałach, bermudach we wszystkich kolorach tęczy i czerwonej koszulce Bayernu Monachium z numerem dziewięć i nazwiskiem „Lewandowski” na plecach. Jeszcze bardziej zaśmiewała się na ten widok siedmioletnia Nadia, która z piskiem zeskoczyła z huśtawki. Wujek przytulił chłopaka z całej siły, a po chwili dopadł do Nadii, chwycił ją w pasie, wydarł się jak niedźwiedź i podrzucił wysoko. Mała piszczała z radości, pszeniczne warkocze podskakiwały jak szalone. Potem wytarzali się razem w trawie, aż wujek się zasapał. Na koniec wyrwał kępę trawy i rzucił sobie i Nadii źdźbła na głowę. Mała krztusiła się ze śmiechu.

Piotr objął żonę i pocałował w skroń.

– Okeeej – przeciągnął wyraz. – Możemy to jeszcze odwołać.

Karolina pomasowała go pod łopatkami, a następnie odwróciła się do niego i puściła mu oczko.

– Musiałbyś oddać mu te wszystkie piwa – zauważyła z udawaną strapioną miną.

Piotr spojrzał zafrasowany na pękatą torbę.

– No dobra. Nie desperujmy – uznał. – Ten wieczór nie będzie trwał wiecznie.

– Piwożłop! – Zaśmiała się.