Malownicze. Wymarzony czas
Magdalena Kordel — Literatura

Rozdział I

Marta z niedowierzaniem patrzyła na stojącego przed nią mężczyznę. Czuła się tak, jakby zobaczyła ducha.

– Wróciłem – powiedział, wnikliwie się jej przyglądając. Nie potrafił ukryć rozczarowania. Chyba spodziewał się przerażenia, histerii…

– Widzę – odparła sucho. – Czego chcesz?

– O, jak obcesowo i niegrzecznie. Nie zapytasz, co u mnie? Jakim cudem się tu znalazłem? – W jego oczach zapaliły się niebezpieczne błyski. – Bo przecież się mnie nie spodziewałaś.

Z trudem przełknęła ślinę. Wiedziała, że cokolwiek się stanie, za nic na świecie nie może mu pokazać, że znów zaczyna się bać. Tak naprawdę to pierwsze obezwładniające zdumienie było błogosławieństwem. Dało jej czas na ukrycie ogarniającego ją powoli przerażenia.

Z tego właśnie czerpał siłę. Przypomniała sobie słowa lekarki, do której chodziły z Zosią na terapię: „Im bardziej się bałaś, tym bardziej on czuł się wszechwładny. Miał nad tobą władzę”.