Malibu płonie
Taylor Jenkins Reid — Literatura

Bo w naturze Malibu leży, by płonąć.

• • •

Dziś na wjeździe do Malibu stoi znak z napisem: Malibu, 45 kilometrów malowniczego piękna. To długie, wąskie miasto – pas biegnący niemal pięćdziesiąt kilometrów wzdłuż wybrzeża – składa się z oceanu i góry rozdzielonych dwupasmową autostradą zwaną Pacific Coast Highway, w skrócie PCH.

Na zachód od PCH znajduje się długi pas plaż otulających krystalicznie błękitne fale Oceanu Spokojnego. Na całym wybrzeżu domy przy plaży tłoczą się wzdłuż autostrady, rywalizując o widoki, wąskie i wysokie. Linia brzegowa jest nierówna i skalista. Fale są żwawe i przejrzyste. Powietrze pachnie świeżą solanką.

Bezpośrednio na wschód od PCH stoją ogromne, jałowe góry. W barwach szałwii i sjeny, przyćmiewają panoramę, porośnięte pustynnymi krzewami, dzikimi drzewami i kruchym podszyciem.

To sucha ziemia. Beczka prochu. Błogosławiona i przeklęta bryzą.

Podmuchy Santy Any, gorące i silne, mkną przez góry i doliny z głębi lądu na wybrzeże. Wedle mitów są sprawcami chaosu i nieporządku. Ale tak naprawdę są przyspieszaczem.