Ekspozycja
Remigiusz Mróz — Kryminały

Mógł się bronić. Na wydany przez przełożonego rozkaz przysługiwała mu skarga do sądu administracyjnego. Naraz zdał sobie jednak sprawę, że żadne odwołanie mu nie pomoże. Nawet jeśli uda mu się uchylić zawieszenie, nie zostanie z powrotem przydzielony do sprawy z Giewontu. Dostanie patrole nartostrad albo pogadanki w szkołach.

Obrócił się ku Wyżniej Kondrackiej Przełęczy.

– Co robisz?

Wiktor bez słowa ruszył w kierunku, z którego przyszli.

– Forst, stój!

– Jestem zawieszony, panie inspektorze. Zawieszona jest także moja wola wykonywania rozkazów.

Podinspektor ruszył za nim, miotając pod nosem przekleństwa.

– Dawaj kaburę, kurwa mać! – wycedził, gdy znalazł się tuż za komisarzem. – I legitymację służbową!

Nie zwalniając, Wiktor podał mu kartę przypominającą dowód osobisty, a potem odpiął futerał z bronią. Służbowy glock nie był mu już potrzebny. Liczyło się to, że w komórce miał zdjęcia monety, która stanowiła jedyny ślad pozostawiony przez mordercę.

Po chwili zostawił Edmunda w tyle. Przypuszczał, że po tym, co zamierza zrobić, już nigdy więcej go nie zobaczy. Chyba że na sali sądowej.

Ciąg dalszy w wersji pełnej