– Mówię poważnie, Forst – dodał po chwili. – Mniejsza ze mną, ale góra dobierze ci się do skóry.
– Jedynym, który się na to odważy, będzie morderca – odparł Wiktor, oglądając się przez ramię. Chętnie zamieniłby jeszcze kilka słów ze Szrebską, która wodziła za nimi wzrokiem. Przekazał jej już jednak wszystko, co miał do powiedzenia.
– Nie sądzisz chyba…
– Rzuciłem mu rękawicę – uciął Forst. – Publicznie zanegowałem jego osiągnięcie.
– I uważasz, że rozjuszyłeś go na tyle, by się za ciebie wziął?
– Tak.
Edmund pokręcił głową.
– Cudów bym się nie spodziewał – powiedział. – Oprócz tego, że komendant urwie ci jaja.
– Wstawi się pan za mną.
– Nie nadstawiłbym za ciebie kantu dupy, Forst, nawet gdyby sowicie mnie opłacono.