Sześćdziesięciolatek, ocenił Forst. Przysadzisty, rysy twarzy inteligentne, na nosie niewyraźny ślad po okularach. Bruzda wisielcza na szyi była dobrze widoczna. Najciemniejsze otarcie znajdowało się przy jabłku Adama i świadczyło, że ostatecznie doszło do złamania kości gnykowej. Plamy opadowe pojawiły się na rękach i nogach.
Wszystko w normie. Z jednym wyjątkiem.
Twarz tego faceta powinna wyglądać zupełnie inaczej.
– Sukinsyn… – odezwał się Forst.
– Co takiego? – zapytał podinspektor.
– Nie do pana.
– Wiem, do cholery, że nie do mnie. Co zauważyłeś?
Wiktor wskazał siniaki i wybroczyny na spuchniętej twarzy denata.
– Przy typowym powieszeniu krew powinna spłynąć na dół – powiedział. – A tutaj, jak pan widzi, nie doszło do zamknięcia dopływu krwi tętniczej do mózgu.
– Słucham?
– Ktoś zablokował odpływ krwi żylnej.
– Nic mi te słowa nie mówią, a ty pleciesz, jakbyś był medykiem sądowym.
– Niech pan spojrzy – odparł Forst, ledwo rejestrując jego słowa. Pochylił się nad trupem. – Twarz ma całą siną. Widać wybroczyny pod spojówkami i trochę zaschniętej krwi w okolicach uszu. To świadczy o tym, że na moment przed śmiercią krew dopływała do mózgu, ale z niego nie odpływała.
– Co ty pieprzysz, Forst?